Aktualności
Tamiza polskiego piwa (Rynki Zagraniczne/17.06.2007)   Data: 11 czerwiec 2010



Jeszcze niedawno angielskie browary hektolitrami eksportowały nad Wisłę i Bałtyk niezwykle mocne, ciemne piwa. Jednak teraz fala zmieniła barwę i kierunek. Jasne polskie piwa - Tyskie, Lech i Żywiec - panują na ladach brytyjskich supermarketów i pubów.

Wszystkie duże sieci angielskich supermarketów sprzedają już polskie piwa. Są smaczne, a butelki ze swojską etykietą przyciągają wzrok Polaków. Dla ciężko pracujących budowlańców, drogowców czy masarzy niebagatelne znaczenie ma też fakt, że nasze piwa są znacznie mocniejsze od tych warzonych na miejscu. Dlatego z większą ochotą sięgają po Lecha, Tyskie czy Żywiec niż po Guinnessa czy Stella Artois.

A takich klientów jest blisko milion. W przygniatającej większości to młodzi ludzie w wieku od 18 do 35 lat. Wszyscy ciężko pracują, ale ich łączne zarobki szacuje się na miliardy funtów. Kiedy są zmęczeni lub chcą ugasić pragnienie, najchętniej sięgają po złocisty napój z pianką. I najlepiej, żeby pochodził on z Polski. Nic więc dziwnego, że nasi emigranci zarobkowi są idealnymi klientami, o których śnią wszyscy producenci i handlowcy.

Browary już rozpoczęły o nich walkę i codziennie w kierunku Anglii wysyłają flotyllę TIR-ów z hektolitrami naszego piwa. Bo już co setny opróżniany tam kufel zawierał produkt któregoś z polskich browarów. Eksperci nie są zaskoczeni sukcesem polskiego piwa.

— Jest bardzo dobre, zwłaszcza Żywiec — także niesamowicie mocny. Przyćmił wiele brytyjskich gatunków. W porównaniu do piwa z innych krajów Europy kontynentalnej, polskie wyprodukowane jest z lepszego chmielu — ocenia w „The Daily Telegraph” Roger Protz, autor przewodnika Good Beer Guide.

Zaś Adrian Tierney Jones, twórca piwnego almanachu „Big Book of Beer”, komplementuje w prestiżowym „Timesie” Lecha za kuszenie delikatnym zapachem chmielu z lekko wyczuwalną domieszką cytryny, a Tyskie za niezapomniany dla nosa i podniebienia aromat. Ten popyt wśród spragnionych Polaków na rodzime piwo błyskawicznie zauważyli też właściciele największych pubów: JD Wetherspoon i Greene King.

— Zaczęliśmy je sprzedawać jakieś trzy lata temu; w Wakefield pod Yorkiem. Od razu rozchodziło się jak świeże bułeczki. Teraz polskie marki są już dostępne we wszystkich 662 naszych lokalach — powiedział telewizji BBC Eddie Gershon, rzecznik sieci pubów JD Wetherspoon.

Od początku tego roku w większości pubów tej sieci można zamówić Lecha, a od prawie roku — Tyskie. To kufle polskiego piwa przyczyniły się do 20-procentowego wzrostu zysków firmy. Zarobiono dodatkowo 32,9 mln funtów. I to zaledwie w pół roku. Głównym odbiorcą polskiego piwa są pracujący tu Polacy, ale ostatnio zaczynają je doceniać także rodowici mieszkańcy Albionu.

Paul Symonds, prezes zarządu Laurel Pub, potwierdza, że Brytyjczycy coraz bardziej lubią importowane piwo, bo zawiera więcej alkoholu.

— Poza tym z „egzotyczną” butelką w ręku człowiek zyskuje na prestiżu — zachwalał Symonds w dzienniku „The Daily Telegraph”. Piwo importowane z Polski sprzedawane jest w większości z 420 lokali Laurel Pub. Nic też dziwnego, że nasi piwowarzy już zacierają ręce i zakasują rękawy. Bo chociaż nasze marki dopiero od niedawna są łatwo dostępne w brytyjskich sklepach i pubach i ciągle nie mogą zagrozić brytyjskim gigantom — ich udział w brytyjskim rynku nie przekracza jednego procenta — to już prześcigają pod względem sprzedaży inne importowane piwa, o ugruntowanej pozycji rynkowej, m.in. Budvar, Budweiser, Leffe Blonde, Hoegaarden, Holsten Pils...

Najlepszy interes na polskim piwie zrobił browar SAB Miller. Jest on wyłącznym dystrybutorem Tyskiego i Lecha na Wyspach Brytyjskich. Według danych koncernu w poprzednim roku, sprzedaż obu marek wzrosła na tamtejszym rynku aż o 333%. Zalały Anglię spienioną falą 10 milionów litrów. W samych supermarketach kupiono ok. 17,6 mln butelek piwa. Taki rekord to głównie zasługa Tyskiego.

— To wiodąca marka piwa w Polsce i polska lojalność wobec niego spowodowała wzrost sprzedaży poza krajem — ocenia Alan Clark, Managing Director z SAB Miller.

Dzięki złaknionym, „lojalnym” polskim gardłom jego firma powetowała sobie straty na amerykańskim rynku i odnotowała skokowy wzrost profitów u siebie w domu. O przeszło 1,5 miliarda funtów! Z kolei sprzedaż Żywca — najbardziej znanej za granicą polskiej marki piwa — wzrosła na Wyspach o 200%.

To sukces, ale nikt nie zamierza spoczywać na laurach. Krzysztof Rut, dyrektor ds. marketingu grupy Żywiec, zapowiedział, że w przyszłym roku zamierza sprzedać w Anglii 20 milionów litrów piwa. Wzrost sprzedaży na Wyspach odnotowuje także Carlsberg Polska, który od lat za granicę sprzedaje markę Okocim.

— W Anglii sprzedaż wzrosła o 195 procent, a w Irlandii 170 procent — mówi Bogumił Turski, menadżer ds. eksportu w Carlsberg Polska.

Sprzedaż polskiego piwa z pewnością mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby nie fakt, że jest dostępne jedynie w butelkach. Wkrótce w pubach i barach pojawi się piwo beczkowe wszystkich trzech marek — zapowiadają producenci. Na piwie znakomity interes robią nie tylko wielkie koncerny piwowarskie, browary i puby.

Polacy nie zawsze mogą pozwolić sobie na częste wypady do angielskich pubów, gdzie piwo kosztuje średnio dwa funty. Albo też i nie mają czasu, harując ciężko przez całe tygodnie. Znacznie taniej i prościej można je kupić od przedsiębiorczego rodaka, który przywozi piwo w bagażniku własnego samochodu. Zgodnie bowiem z prawem Unii Europejskiej, każdemu obywatelowi wolno przekroczyć granicę z zapasem 110 litrów piwa.

Jeśli taki eksporter weźmie z sobą jeszcze jakieś dodatkowe 2-4 „martwe dusze”, to za jednym zamachem może przerzucić nad Tamizę nawet 1000 butelek. Ze zbyciem ich po 80 pensów lub po funcie nie ma najmniejszego kłopotu, wystarczy, że znajdzie polską ekipę budowlaną. Skali tego zjawiska nie da się ocenić. Wiadomo jednak, że rozwija się błyskawicznie. Bo Polak potrafi!
Statystyka:
Przeglądano: 888
PowrótDalej